Dzisiaj niedziela.
Niczym szczególnym dzisiejszy dzień się nie wyróżnia. Rano wstałem dość
wcześnie, wypiłem kawę, bez której dnia nie zacznę. Popatrzyłem trochę w telewizor i usnąłem. Kolejna pobudka była ok. 12. Poleżałem jeszcze chwilę.
Miśkowi nie chciało się wstawać – wstałem sam. Zasnął z powrotem, a ja ubrałem
się i pojechałem sam na shopping.
W galerii odwiedziłem kilka butików,
ale nic ciekawego nie wyhaczyłem do kupienia. Pod koniec wskoczyłem do „Oszołoma”
i kupiłem składniki do hot‑dogów, bo mnie naszły smaki.
Kiedy wróciłem do domu, Bartek już nie spał. Byłem na niego trochę zły, że tak cały weekend by tylko spał zamiast spędzać go aktywnie ze mną, ale kiedy zrobiłem mu kawkę i hot-doga to przypełzł do kuchni i przeszła mi złość. Nie lubię jak się nie odzywamy i nie lubię być na niego zły zbyt długo.
Kiedy wróciłem do domu, Bartek już nie spał. Byłem na niego trochę zły, że tak cały weekend by tylko spał zamiast spędzać go aktywnie ze mną, ale kiedy zrobiłem mu kawkę i hot-doga to przypełzł do kuchni i przeszła mi złość. Nie lubię jak się nie odzywamy i nie lubię być na niego zły zbyt długo.
Jutro znów trzeba będzie wcześnie
wstać – znów cały tydzień przede mną. Ogólnie nie lubię swojej pracy.
Najchętniej bym ją zmienił na inną równie dobrze płatną, gdybym tylko miał możliwość.
Póki co jednak takiej możliwości nie mam, więc trzeba robić swoje i nie myśleć
o minusach pracy na tym stanowisku.
Wracając do niedzieli – nie lubię
tego dnia tygodnia. Może dlatego, że to końcówka weekendu i rano
trzeba będzie znów wcześnie wstawać i rozpoczynać cały tydzień pracy. Poza
tym niewiele w domu można porobić, bo to w końcu dzień przyjęty,
za „wolny od zbędnej pracy” – nie to żebym się tym przejmował, ale szanuję
sąsiadów, bo są spoko i nie chce ich drażnić niepotrzebnie. Żyjemy póki co
w zgodzie i niech tak zostanie, bo o weekendowe imprezy po 22 oni też nie
robią mi wytyków :P Co niedzielę tłumy ludzi maszerują na msze o różnych porach.
Mnie to jakoś nie rusza – nie czuję już takiej potrzeby. Najbardziej
śmieszą mnie wypudrowane mohery zalatujące jakimiś mdłymi perfumami kupionymi
za śmieszne pieniądze. W kościele wiadomo – rewia mody i obserwowanie,
która raszpla jak przyszła ubrana – masakra. Wkur***ją mnie takie stare baby,
które siedziałyby w kościele całymi dniami, a poza modłami zachowują
się, jakby pozjadały wszystkie rozumy i narzekają na wszystko i wszystkich
w sklepie, autobusie, tramwaju, czy innym publicznym miejscu. Mędrkujące
dziadki też mnie wkur***ją – oni zawsze twierdzą, że maja rację, nawet jak jej
nie mają. Skąd to się kur** w starych ludziach bierze – nie mam pojęcia. Mam jednak
nadzieję, że jak ja dożyję starości to nie będę taki zgorzkniały i stetryczały,
jak Ci obecni.
Zmieniając temat… poszedłbym wybawić
się na wesele. Dawno nie wywijałem już na parkiecie. Ostatnie wesele zaliczyłem
półtora roku temu. Na klubbingu z możliwością
wyskakania się na parkiecie też dawno nie byłem. Ciężko namówić
i wyciągnąć Miśka na impresskę do gayclubu. Niby chce iść bardzo
i takie branżowe miejsca mu nigdy nie przeszkadzały, ale brak w nim zorganizowania
w tym temacie. Niby chce iść, ale to ja muszę inicjować wyjście – sam z siebie
tego nie zrobi. Ehh ten mój Bartuś…, ale kocham go bardzo i nasza miłość
wszystko mi wynagradza :)
„Co z tego,
że stoisz na środku skrzyżowania, jeżeli nie masz chęci,
by iść dokądkolwiek?” - Antoine de Saint-Exupéry
Nie jestem pewny, czy i co napisać, jednak myślę, że powinienem cokolwiek, skoro już odwiedziłem Cię podczas picia kawy... Nie znam Cię, ale piszesz całkiem przyjemnie. Mam nadzieję, że praca Cię zbytnio nie wykańcza.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
PS. Obłuda zawsze razi, nie tylko u starych ludzi. Dla tych starszych istnieje jeszcze pewna doza wyrozumiałości. (Może dlatego, że sam się robię zgryźliwy)
Hm... Napisz coś czasem.
OdpowiedzUsuńNapiszę - bez przyrzeczeń i deklaracji, ale napiszę...kiedyś. Każdy ma lepsze i gorsze dni. Ja właśnie zdjąłem "różowe okulary". Praca i alko zajmują naprzemiennie większość mojego czasu. Optymizm powróci, a skrzydła odrosną...
Usuń