Ciepło, ciepło, cieplej


          Kolejny ciężki tydzień dobiega końca. Od jutra znów tysiące spraw do załatwienia, setki telefonów, uzgodnień i rozmów z dyrekcją. Nawet nie chce mi się myśleć o tym, że weekend się kończy i jutro już będzie poniedziałek – najgorszy dzień, jaki może być w tygodniu.

          Wypady do sauny i na basen zeszły na boczny tor. Nie narzekam jednak, bo pomimo bardzo ograniczonego czasu i natłoku obowiązków rozkręcam się coraz bardziej i działam na siłce. Efekty są już zauważalne, co mnie ogromnie cieszy. No i do wakacji jeszcze sporo czasu, więc mam szansę osiągnąć zadawalające efekty. :PPP Udało mi się też w ostatnim czasie przeczytać kilka dobrych książek. Nadrobiłem zaległości, ale wciąż jeszcze kilka czeka, aż trafią w moje ręce i je przeczytam. To mnie cieszy, że pomimo zajobu w pracy udaje mi się znaleźć wolny czas na to, co sprawia mi przyjemność.

          Ten weekend spędziliśmy z Bartkiem bez imprezowania. Byłem tylko w sobotę rano na siłowni, a po południu wybraliśmy się na zakupy, bo w lodówce można już było zobaczyć tylko światełko. :) Za to tydzień temu wybraliśmy się wieczorem do najsłynniejszej krakowskiej imprezowni dla gejów. Muzyka była taka sobie, ale i tak wyskakaliśmy się na parkiecie i wróciliśmy do domu po trzeciej nad ranem.

          Uświadomiłem sobie właśnie, że to mój pierwszy wpis w tym roku po dłuższej przerwie. Nie będę składał sobie obietnic, że tym razem się przyłożę i będę pisał częściej – zweryfikuje to przyszłość czy tak się stanie. Nie będę też streszczał tego czasu. Ograniczę się jedynie do Sylwestra, którego tym razem spędziłem poza domem w jednaj z krakowskich knajp na Starym Mieście. Wybraliśmy się razem z paczką „branżowych” kolegów. Ogólnie było odjazdowo. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć na żywo pokaz drag queen i… zawiodłem się trochę – nie spodobało mi się. Występ był mega nieudany. Spodziewałem się czegoś więcej. Dużo lepsze występy widziałem w necie. Pomimo dobrze dobranych stylizacji zachowanie drag na scenie było dalekie od ideału. Wyglądało to dość nieprofesjonalnie. Pomimo tego niewypału bawiłem się rewelacyjnie. Muzyka wpadająca w ucho, dobre drinki, klimatycznie przygotowany lokal. Wypiłem sporo i nawet nie pamiętam, o której wróciliśmy do domu.

          Pociesza mnie myśl, że większa część zimy już za nami. Dni są już zauważalnie dłuższe. Za oknem było dzisiaj słonecznie i ciepło, a po śniegu już nie ma śladu. Na wiosnę czekam z utęsknieniem. Na samą myśl o cieplejszych dniach i widoku przyrody nabierającej coraz wyraźniejszych barw robi mi się przyjemniej. Wiosna zawsze działa na mnie pozytywnie i poprawia mi nastrój :)


„W życiu nie chodzi o czekanie aż burza minie. Chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.” - Vivian Green

1 komentarz:

  1. Nie widziałem jeszcze występu drag quenn który by mnie zafascynował.
    Dawno nie byłem w klubie:) muszę to nadrobić
    Interesujecy cytat na końcu!

    OdpowiedzUsuń

Za oknem deszcz…

           Deszczowa niedziela. Z domu nie chce się wychodzić w takie dni. Wyskoczyłem jedynie do galerii po nowy dres na siłownię. Taka...